Kuchnia filmowa. Rozmawiamy z twórcami NOWEGO KINA

O tym, jak reżyserować muchę, grać Hamleta w szpilkach, znaleźć budżet na produkcje i innych tajnikach sztuki filmowej rozmawiamy z twórcami podczas festiwalu NOWE KINO NOWY SĄCZ. Spotkania prowadzi dyrektor artystyczny Robert Gliński.

Gdy gaśnie ekran, po konkursowych blokach filmowych, przenosimy się  na scenę kameralną, gdzie trwają ożywione dyskusje z twórcami. Widowie poznają ekipy i ich produkcje od kuchni. Wśród nich są studenci szkół filmowych, profesjonaliści, amatorzy, przedsiębiorcy, którzy nagle poczuli zew tworzenia, czy nawet kompozytorzy. Tomasz Gąssowski, nim zajął się dziesiątą muzą, tworzył muzykę m.in do filmów Andrzeja Jakimowskiego „Zmruż oczy”, „Solidarność, Solidarność” i „Sztuczki”. Na festiwal przyjechał z „Barażem”. – Tam jest taka scena, gdy po stole chodzi mucha. Jak ty to nakręciłeś? U Kazimierza Karabasza, wszystko było inscenizowane. Asystenci łapali muchy, czasem nawet moczyli w mleku, a u ciebie ta mucha była reżyserowana? – żartował Robert Gliński. – Absolutnie. Reżyserowana i to po bardzo wyczerpującym castingu – odpowiedział Gąssowski. Długo dojrzewał do tego, by zająć się filmem. Debiutancki „Baraż” to opowieść o rodzinie i honorze z piłką nożną w tle. – W momencie, gdy miałem trochę mniej pracy zacząłem pisać scenariusz. Poszedłem do amatorskiego klubu filmowego „Sawa”, a po roku stwierdziłem, że spróbuję aplikować do szkoły Wajdy. Cały czas jednak zastanawiałem się, czy warto się w to pakować, bo to jest starszynie trudna robota – przyznał.

„Baraż” prezentowany był w pierwszym bloku konkursowym m.in  z filmem „Dwa bieguny” Katarzyny Dzwonkowskiej, absolwentki krakowskiej AMA Film Academy. Autorka przyznała, że budżet produkcji był skromny i zamknął się w dwóch tysiącach złotych. Sześciominutówka Dzwonkowskiej porusza problem zmagania z chorobą afektywną dwubiegunową, życia między epizodami manii i depresji.  – Wiele razy zetknęłam się z problemem walki z tą chorobą i zaczęłam się temu przyglądać. Chory walczy o codzienne funkcjonowanie, walczy z wewnętrznym światem, który ściąga go w dół. Nierzadko trudno jest takiej osobie pomóc, bo na zewnątrz wydaje się, że wszystko jest ok. Często pozornie, w świecie społecznym, taka osoba bardzo dobrze funkcjonuje. Historia, którą przedstawiłam nie jest opowiedziana w klasyczny, fabularny sposób – opowiadała autorka. Robert Gliński pyta ekipę „Dwóch biegunów” o szkołę AMA FILM.  Na tegoroczny 2 festiwal Nowe Kino Nowy Sącz dostały się trzy filmy pod egidą tej krakowskiej uczelni. Kolejnym był „Hamlet” Agaty Marciniak, surrealistyczna opowieść w komediowym wydaniu. Odległa od klasycznego dzieła Szekspira. Wystarczy wspomnieć, że tytułowy bohater jest transwestytą. – Trudno było wejść w tę rolę? – pytał aktora Robert Gliński. Okazało się, że trudno. I to dosłownie, bo do roli trzeba było wejść w szpilki.

W spotkaniach z twórcami, w drugim dniu festiwalu, uczestniczył Piotr Jeleń, reżyser, producent i odtwórca głównej roli w filmie „Karma”. Historię Oskara, który bierze udział w kibolskich ustawkach, pokazaliśmy w drugim bloku konkursowym. – Jak to jest być równocześnie przed kamerą, za kamerą. Jak to możliwe być takim multitwórcą?- pytał Gliński. –  Da się – stwierdził autor. – Ten film to był dyplom aktorski więc chciałem zrobić również coś aktorskiego. Z tego dyplomu dostałem piątkę i to była najlepsza ocena z całej mojej szkolnej historii,  a wcześniej to nie bywało ciekawie – uśmiechał się Piotr Jeleń. Absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej jest również założycielem popularnego kanału na YouTube Jeleniejaja.

Aktorka Angelika Kurowka, reprezentowała ekipę filmu „Madness”, który łączył klasyczny film aktorski z animacją 2 D i wideoklipem. Reżyser, sądeczanin Adrian Szczepaniak, pokazuje właśnie obraz w Stanach Zjednoczonych. Odtwórczyni głównej roli wspominała, że w Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Sączu stawiała swoje pierwsze kroki i stąd wyfrunęła do Łódzkiej Filmówki. To nie koniec lokalnych akcentów w galerii twórców Nowego Kina. Nowosądeczanką jest również Maria Molenda, współtwórczyni baśniowej „Wiosny” w reżyserii Barbary Szewczyk. Ilustracji do spowitej mgłą, pełnej zjaw i duchów opowieści Brunona Schultza. Maria była pomysłodawczynią, współautorką scenariusza i kostiumów. – Dlaczego Schulz? – spytał Robert Gliński. – To wynikało trochę z tego, że prowadzę fundację która zajmuję się historią i kulturą. Jednym z projektów, którymi się zajmuję jest Sądecki Sztetl, dedykowany historii Żydów. Dlaczego padło na Schultza? Jego język jest czymś pięknym, niezwykłym i absolutnie symbolicznym. „Wiosna” mówi o kulturowej skarbnicy opowieści, gromadzonych przez wieki, a z których możemy czerpać wszyscy. Opowieści, które drzemią pod ziemią i wracają wciąż w nowych kształtach i formach – mówiła Maria Molenda.

fot. Andrzej Rams

Post Author: Edyta Mikołajewicz